Trzeci raz z rzędu - po spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej - zagramy w wielkim finale Bank Pekao S.A. I ligi koszykarzy. Każdorazowo naszym celem był awans. Nie inaczej jest teraz, choć zadanie stoi przed nami wyjątkowo trudne.

Naszym rywalem będzie bowiem ŁKS Coolpack Łódź. Ekipa ze środka Polski jak burza idzie przez tegoroczne play-offy. Jej cel także jest jasny i klarowny. 

Wiadomo na pewno, że do Orlen Basket Ligi zawita drużyna z dużego ośrodka. Nasza przerwa jest zdecydowanie krótsza w porównaniu do rywali. Łódź, jako miasto, ostatni raz swojego reprezentanta w ekstraklasie miała w sezonie 2011/12. Wtedy zaczęło się świetnie, bo od pokonania przed kilkoma tysiącami widzów w Atlas Arenie Anwilu Włocławek. Później tak kolorowo już nie było i przygoda ŁKS-u z PLK zakończyła się po roku. Inna jednak sprawa, że mimo bycia wówczas w ogonie ligi, klub mógł dalej występować na najwyższym poziomie koszykarskich rozgrywek w Polsce. Podjęto jednak inna decyzję.

Był to bowiem okres, gdy Tauron Basket Liga była rozgrywkami zamkniętymi, z których nikt nie spadał. Nie najlepsze wyniki osiągane przez zespół nie musiały więc bezpośrednio pozbawić Łódź koszykarskiej ekstraklasy. Ale oczywiście - po początkowej euforii w mieście - późniejsze rezultaty spowodowały spadek zainteresowania występami naszego wychowanka - Jakuba Dłuskiego i jego kolegów, w efekcie czego decyzja miała charakter bardziej biznesowy niż sportowy. Ale też spadek zainteresowania wiązał się z problemami finansowymi ŁKS-u. Z klubu odeszło kilku czołowych graczy i właśnie wtedy spadło zainteresowanie. Tym bardziej, że reszta składu nie była już w stanie rywalizować na takim poziomie, jak na starcie sezonu.

Efekt tego był taki, że Łódź na jakiś czas tak naprawdę zniknęła z mapy Polski w wykonaniu chociażby pierwszoligowym. To wszystko zmieniło się w maju 2024 roku, kiedy to ŁKS awansował do Bank Pekao S.A. I ligi. Do sukcesu zespół poprowadzili m.in. Norbert Kulon, Nataniel Kolasiński, Igor Urban czy też Iwo Maćkowiak, którzy cały czas są w drużynie. Ich rola na zapleczu ekstraklasy stała się rzecz jasna nieco mniejsza, ale nadal stanowią w jakimś stopniu o sile drużyny, która jako beniaminek bliska była awansu do fazy play-off, ale ostatecznie trzeba się było obejść smakiem.

Na ten sezon cel więc wzrósł. Zatrudniono jako trenera Roberta Skibniewskiego, a w składzie wcale nie dokonano rewolucji. Chcąc patrzeć na zmiany jeden do jeden, w miejsce Alana Czujkowskiego przybył Aleksander Lewandowski, Szymona Pawlaka zastąpił Tymon Szymański, a za Jakuba Karwowskiego sprowadzono Jakuba Motylewskiego. Cel, jaki został postawiony przed nowym szkoleniowcem, to czwórka. Mimo wszystko wydawało się, że zmiany, których dokonano, mogą tego nie zagwarantować i wtedy zaczęto dokładać kolejne klocki do układanki.

Tym samym w Łodzi pojawili się Chauncey Collins, Marcel Ponitka, a w późniejszym czasie Dominik Grudziński, Wiktor Sewioł i Jaquan Carlos. Miał być jeszcze Maciej Lampe, ale tutaj z dużej chmury spadł bardzo mały deszcz, żeby nie napisać, że obyło się bez opadów, bo były reprezentant Polski ani na chwilę nie powąchał pierwszoligowych parkietów w trwającym sezonie. Zmiany dokonano też na stołku trenerskim. Najpierw Skibniewskiego zastąpił Tane Spasev, który z kolei został zmieniony przez Gorana Miljevicia, a gdy ten wyjechał z Polski, miejsce head coacha zajął Nikola Avramović.

I wydaje się, że Serb, choć nie miał łatwego początku, zdołał ostatecznie poukładać wszystko, jak należy, o czym najlepiej może świadczyć ostatnich sześć spotkań, które ŁKS Coolpack wygrał. Niektóre z nich, w tym całą półfinałową serię z osłabioną PGE Spójnią Stargard, w sposób zdecydowany. Dość powiedzieć, że spadkowicz z ekstraklasy został wręcz zmieciony przez Łodzian. Średnio w każdym meczu Marcel Ponitka i spółka byli lepsi od Spójni o 27 punktów. A to na poziomie półfinału rozgrywek niemalże przepaść.

My takiej łatwej przeprawy nie mieliśmy. Ostatecznie pokonaliśmy w czterech spotkaniach SKS Fulimpex Starogard Gdański, ale rywal bardzo wysoko zawiesił nam poprzeczkę w trzech meczach. Na dzień dobry wygraliśmy stosunkowo pewnie (101:78), ale już w kolejnych starciach rywale w niczym nam nie ustępowali. Raz to oni ograli nas zdecydowanie (103:82 w trzecim meczu serii), a w dwóch pozostałych przypadkach wygrywaliśmy - używając nomenklatury siatkarskiej - na przewagi (68:62 i 72:70). Były to więc naprawdę ciężkie i twarde boje, w których niekiedy decydowały detale i może więcej zimnej krwi, koszykarskiego wyrachowania. Teraz jednak rozpoczynamy kolejny, zupełnie inny rozdział.

Będzie to dla nas kolejny finał. Dwa lata temu przegraliśmy z Górnikiem Zamek Książ Wałbrzych w czterech meczach. Wtedy zaszły spore zmiany w drużynie. I kolejny sezon był lepszy. Prawie go zresztą wygraliśmy, ustępując po fazie zasadniczej jedynie Miastu Szkła Krosno. I z tym właśnie rywalem zmierzyliśmy się w decydującej rywalizacji. Czy byliśmy w niej faworytem? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Na pewno spotkały się na koniec dnia najlepsze drużyny w sezonie, a o awansie decydował piąty mecz, w którym graliśmy bez Marcina Nowakowskiego i Michała Chylińskiego.

Ostatecznie więc nie byliśmy w stanie sprostać Miastu Szkła, a nie bez znaczenia okazała się też przewaga parkietu rywali, którzy po końcowej syrenie mogli ze swoimi kibicami świętować awans. Do trzech razy sztuka? Bardzo na to liczymy. Tym bardziej, że w naszym zespole pozostało wielu graczy z poprzedniego sezonu. Są oni tym samym bardziej doświadczeni o zeszłoroczne play-offy. Są to - poza wymienionymi weteranami - także Karol Kamiński, Martyce Kimbrough oraz Kuba Andrzejewski. Oczywiście nie wymienienie w jednym szeregu z nimi Wojtka Dzierżaka jest spowodowane jego kontuzją i tym, że nie zagra on przeciwko ŁKS-owi Coolpack.

Na pewno spodziewać się więc można bardzo trudnej i przede wszystkim fizycznej przeprawy. Bo Łodzianie mają ku temu duże predyspozycje - by grać naprawdę twardo w obronie i jednocześnie szybko przechodzić do ataku, w czym zwłaszcza Jaquan Carlos czuje się świetnie. Ogromne możliwości ŁKS ma także co do seryjnego trafiania z dystansu, co pokazał w meczach numer dwa i trzy z PGE Spójnią. Prym w tym aspekcie wiedzie rzecz jasna Collins, ale próbkę swoich olbrzymich umiejętności w tej kwestii pokazał także odradzający się Aleksander Lewandowski.

Widać wyraźnie, że trener Avramović w końcu znalazł na niego pomysł, co też nie stało się od razu w tegorocznych play-offach. To właśnie nasz były skrzydłowy z sezonu 2022/23 wydawał się być liderem do czasu przyjścia Marcela Ponitki, po czym jednak jego rola wyraźnie spadła. Jeśli jednak teraz i on, i były gracz Śląska Wrocław są w naprawdę wysokiej dyspozycji, to pokazuje to wyraźnie, że Łodzianie będą mieli kim nas straszyć w finale rozgrywek. Na ten duet na pewno będziemy musieli bardzo uważać, ale w sumie na kogo w ŁKS-ie uważać nie trzeba?

Zapowiada się więc pasjonująca rywalizacja o awans do Orlen Basket Ligi. Obie drużyny pokazały w tym sezonie ogrom koszykarskiej jakości i pytanie, która z nich będzie w stanie udowodnić to w finale w stopniu choćby odrobinę wyższym niż rywal. Pierwsze dwa mecze finałowe odbędą się w sobotę i w niedzielę, odpowiednio 16-ego i 17-ego maja. Oba zaplanowane są na godzinę 17:30 z racji transmisji, która przeprowadzona zostanie nie tylko przez serwis Emocje.TV, ale także w przez TVP 3 Bydgoszcz.

Biletów na te spotkania już oczywiście nie ma, więc zachęcamy albo do wyboru śledzenia naszych zmagań w Telewizji Polskiej lub właśnie na platformie Emocje.TV, gdzie obserwować można było wszystkie nasze domowe oraz wyjazdowe starcia w tym sezonie.

Link do meczu sobotniego: https://nowe.emocje.tv/ppv/enea-abramczyk-astoria-bydgoszcz---lks-coolpack-lodz,357312

Link do meczu niedzielnego: https://nowe.emocje.tv/ppv/enea-abramczyk-astoria-bydgoszcz---lks-coolpack-lodz,357316