Nadszedł wreszcie najważniejszy czas w koszykarskim sezonie. Startują bowiem play-offy rozgrywek 2025/26! Po raz trzeci podchodzimy do nich z tylko jednym celem, którym jest rzecz jasna awans do ekstraklasy. Czy do trzech razy sztuka? Oby! Bo bardzo na to liczymy.
Naszą pierwszą przeszkodą na drodze do awansu będzie Kotwica Port Morski Kołobrzeg, która finiszowała na 8. miejscu.
Pod wieloma względami być może trafiliśmy najgorzej, jak tylko się dało. Rywale słyną z naprawdę niezłej obrony, którą potrafią wybijać z rytmu swoich przeciwników. Początek sezonu nie był jednak łatwy dla „Czarodziejów z wydm”. Rozpoczęli oni bowiem tegoroczne rozgrywki od dziesięciu porażek w czternastu meczach. Na tamten moment wydawało się, że są tym samym tak daleko od czołowej ósemki, jak tylko mogli być. I w zasadzie tak było, bowiem bilans 4-10 dawał Kotwicy 15. miejsce z zaledwie jednym meczem zapasu nad strefą spadkową.
Nastroje w klubie były wówczas minorowe, gra daleka była od ideału, ale brakowało przede wszystkim wyników. Bo co z tego, że w kilku przypadkach Kołobrzeżanie bliscy byli zwycięstwa, jeśli ostatecznie schodzili z parkietu jako pokonani. W pewnym momencie wszystko się jednak odmieniło, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A punktem zwrotnym było dołączenie do zespołu Pawła Leończyka. Jeszcze bez niego Kotwica przełamała się po serii porażek. Konkretnie w Warszawie, gdzie z bardzo dobrej strony zaprezentowali się podkoszowi.
Tercet Kurpisz-Janczak-Długosz zanotował wówczas 50 punktów i 24 zbiórki. Tak jakby każdy z nich chciał pokazać trenerowi Rafałowi Frankowi, że nawet po przyjściu „Leona” do zespołu, nadal będzie zasługiwać na solidne minuty na parkiecie. A przyjście doświadczonego podkoszowego wcale przesadnie nie ograniczyło minut żadnego z nich. Inna jednak sprawa, że Szymon Długosz i Mikołaj Kurpisz sporo czasu w drugiej rundzie spędzili na leczeniu urazów, więc można chyba zaryzykować stwierdzenie, że gdyby Paweł Leończyk nie odwiesił butów z kołka, Kołobrzeżan zapewne zabrakłoby w play-offach.
Pod wieloma więc względami można się doszukać podobieństw naszej drużyny do naszego rywala w pierwszej rundzie fazy play-off. Zmaganie się z urazami czołowych zawodników nie przeszkodziło jednak ekipie Rafała Franka w awansie do fazy posezonowej. Przez długi czas w drugiej rundzie to właśnie my i Kotwica byliśmy na fali i rozprawialiśmy się z kolejnymi przeciwnikami. Sama końcówka rundy zasadniczej nie była już jednak tak wyborna dla „Czarodziejów z wydm”. I dla nas też, choć w dużo mniejszym stopniu.
Biorąc pod uwagę sześć ostatnich meczów sezonu, Kotwica wygrała tylko dwa z nich, co spowodowało, że w poniekąd do samego końca musiała drżeć o swój awans do Top8. Drużyną, która mogła jeszcze zmienić losy tej rywalizacji, była KKS Polonia Warszawa, która jednak, by awansować do play-offów, w ostatnim meczu musiała pokonać Kotwicę na jej terenie bardzo zdecydowanie, bo różnicą aż 23 punktów. Wiadomo więc było, że musiałby zdarzyć się cud (cud dla Polonii, kataklizm dla Kotwicy), by to nie Kołobrzeg, a Warszawa miała swojego reprezentanta w PO.
Trudno więc stwierdzić, jakiej Kotwicy możemy się spodziewać w pierwszej rundzie. Bo było kilka wpadek pod koniec sezonu, a gdyby tego było mało, to w domowym starciu z Solvera Sokołem Łańcut, Kotwica straciła jeszcze Filipa Małgorzaciaka... Nasz były koszykarz nie zagrał tym samym w dwóch ostatnich meczach. Czy będzie na nas gotów? To na pewno spora tajemnica. Bo nawet jeśli będzie gotowy do rywalizacji w dwóch pierwszych meczach serii, to rywale na pewno nie ujawnią tego wcześniej niż trzeba, by pozostawić nas w niepewności.
My za to po porażkach na Podkarpaciu wróciliśmy do dobrego grania i przede wszystkim wygrywania. I to mimo rozgrywania starć w naprawdę bardzo okrojonej rotacji. Dość powiedzieć, że w ostatnim meczu sezonu, w którym już nic nie musieliśmy, naprawdę długimi fragmentami z doświadczonym GKS-em Tychy występowaliśmy w młodzieżowym zestawieniu, a wcale nie powodowało to, abyśmy mieli jakieś problemy. Być może naszym młodym zawodnikom pomagało też to, że nie czuli na sobie większej presji.
A to może być bardzo ważne, bo jeśli w play-offach wydarzy się taka sytuacja, że trener Grzegorz Skiba będzie w jakimś stopniu zmuszony do dania im minut w nieco większym zakresie, będzie już w pewien sposób wiedział, na co stać każdego z nich. Oczywiście liczymy też na powrót do składu naszych rekonwalescentów, czyli Karola Gruszeckiego, Karola Kamińskiego czy Patryka Kędla, który był już w składzie meczowym na GKS, ale jeszcze nie zagrał. Bo że na dłużej wypadł nam Mikołaj Jamiołkowski, to niestety już wiemy.
Oczywistym jest też, że Wojciech Dzierżak w tym sezonie nas już nie wspomoże na parkiecie, a to zawsze był nasz bardzo ważny punkt przede wszystkim jeśli chodzi o obronę. Mimo tego, że w całej drugiej rundzie kontuzje nas nie omijały, osiągnęliśmy w niej rewelacyjny bilans 14-2, przegrywając tylko dwa razy na Podkarpaciu - z Sokołem i z Resovią. I nawet w ostatnich trzech meczach sezonu, gdzie nawet ewentualne porażki nie zabrałyby nam 1. miejsca, także wygrywaliśmy, budując się zwłaszcza w sferze mentalnej.
Zapowiada się więc bardzo ciekawa rywalizacja z groźną i zdeterminowaną Kotwicą. Pierwszy mecz zaplanowano na niedzielę na godzinę 18:00 (https://nowe.emocje.tv/ppv/enea-abramczyk-astoria-bydgoszcz---kotwica-port-morski-kolobrzeg,357168), natomiast dzień później, a więc w poniedziałek, zagramy o 19:00 (https://nowe.emocje.tv/ppv/enea-abramczyk-astoria-bydgoszcz---kotwica-port-morski-kolobrzeg,357176). Kibiców, dla których zabraknie biletów, zachęcamy do śledzenia obu naszych meczów w Younger Barze!


