To był mecz, którego pod wieloma względami wygrać nie powinniśmy. Przystępowaliśmy do niego bez oczywiście Wojtka Dzierżaka oraz Karola Kamińskiego, Patryka Kędla, Karola Gruszeckiego, a przy wyniku 57:57 urazu - bez kontaktu z rywalem - doznał jeszcze Mikołaj Jamiołkowski.
Ostatecznie jednak w samej końcówce wytrzymaliśmy próbę nerwów, triumfując 78:74.
W ostatnich latach nasze mecze z SKS-em Fulipmex Starogard Gdański, na zapleczu ekstraklasy, w większości przypadków były po prostu dziwne. Sezon temu nie daliśmy rywalom z Kociewia absolutnie żadnych szans, wygrywając na wyjeździe 103:77, a na zakończenie fazy zasadniczej 95:63. Z kolei rok wcześniej obie ekipy podzieliły się wygranymi i w każdym przypadku mecz toczył się po dyktando późniejszego triumfatora. Sezon 2025/26 ukazał z kolei nowe oblicze bydgosko-starogardzkiej rywalizacji.
Ponownie terminarz ułożył się w ten sposób, że rywalizowaliśmy ze sobą pod koniec pierwszej rundy i tym samym również niemalże na sam koniec całej fazy zasadniczej. W grudniowym starciu w Grupa Moderator Arenie rywale wystąpili w olbrzymim osłabieniu. Do grodu nad Brdą Darko Radulović nie mógł zabrać Damiana Jeszke i Mateusza Bartosza, więc już na dzień dobry siła rażenia SKS-u była zdecydowanie mniejsza, zwłaszcza w strefie podkoszowej.
U nas nie zagrał wtedy Marcin Nowakowski, ale wydawało się, że to jednak my byliśmy zdecydowanym faworytem tamtego spotkania, które ostatecznie przegraliśmy 71:79. I sytuacja jakby totalnie zmieniła się w rewanżu, gdzie to my byliśmy mocno osłabieni. Brak Wojciecha Dzierżaka, Patryka Kędla, Karola Kamińskiego oraz Karola Gruszeckiego rywale zrównoważyli „tylko” brakiem w tym meczu Sebastiana Kowalczyka, a więc oczywiście swojego bardzo ważnego ogniwa, ale jednak wobec naszych osłabień, straty SKS-u na dzień dobry były dużo mniejsze.
Ostatecznie w sobotni wieczór zagraliśmy w zaledwie dziewięcioosobowej rotacji, z czego Krzysztof Borkowski zagrał tylko przez nieco ponad siedem minut, a Mikołaj Jamiołkowski niecałe dwanaście, bo jakby tego było mało, jeszcze on w tym meczu dołączył do grona kontuzjowanych... „Buła” w czwartej kwarcie - wracając do defensywy - złapał się za nogę i nie był już w stanie dokończyć tego meczu. Stało się to przy wyniku remisowym (po 57), ale zdołaliśmy cało wyjść z opresji, rewanżując się gospodarzom za porażkę z pierwszej rundy rozgrywek.
Zadbali o to w głównej mierze Jakub Andrzejewski, Michał Chyliński i Martyce Kimbrough, którzy skutecznie przymierzyli z dystansu, utrzymując nas w grze. Do tego doszły jeszcze trafiane rzuty wolne, co pozwoliło nam bezpiecznie dowieźć korzystny wynik do samego końca. Nie zmienia to jednak faktu, że gospodarze cały czas byli bardzo blisko nas i gdy już nawet wydawało się, że mamy sytuację pod kontrolą, ekipa SKS-u Fulimpex niemal od razu stawiała nas pod ścianą.
Trójka Damiana Jeszke sprawiła, że na tablicy było 65:66. Na 2,5 minuty przed ostatnią syreną Bartosz Ptak wyczekał Adriana Kordalskiego i spokojnie wykończył kontrę, dzięki czemu wydawało się, że mamy wszystko pod kontrolą (65:75). Ale nic bardziej mylnego. Zryw miejscowych i nasze błędy spowodowały, że znów było gorąco. Dwa razy z dystansu trafił kapitan SKS-u Bartosz Majewski, ale po chwili jeden celny rzut wolny Michała Chylińskiego dał nam pięć „oczek” zapasu.
I znów rywale trafili za trzy, tym razem jednak rękami Adriana Kordalskiego. Wtedy trener Grzegorz Skiba poprosił o przerwę na żądanie, co pozwoliło nam przenieść piłkę na pole ataku. Po wznowieniu gry skradliśmy parę sekund, a Tyce celowo dał się sfaulować, by stanąć na linii rzutów wolnych. A że dzień strzelecko miał bardzo dobry (29 punktów), nie pomylił się ani razu, podwyższając nasze prowadzenie do czterech „oczek”.
I ostatecznie nic się już nie zmieniło, bo trójka z narożnika Bartosza Majewskiego i tak nic by już gospodarzom nie dała. Tym samym po raz drugi w sezonie mecz SKS-u z Astorią zakończył się zwycięstwem tej ekipy, która przed spotkaniem skazywana była raczej na porażkę z racji osłabień, w których przystępowała do rywalizacji. Trochę więc skomplikowaliśmy SKS-owi walkę o Top4 przed fazą play-off, przez co o ich losie i ewentualnej przewadze parkietu w pierwszej rundzie zadecyduje ostatnia kolejka w najbliższą środę.
SKS Fulimpex Starogard Gdański – Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 74:78 (15:24, 19:15, 21:18, 19:21)
SKS Fulimpex: Adrian Kordalski 14, Bartosz Majewski 12, De'monte Buckingham 10 (10 zb.), Damian Jeszke 9, Mateusz Bartosz 5 - Mateusz Górka 9, Michał Sitnik 9, Rafał Komenda 4, Arkadiusz Adamczyk 2.
Enea Abramczyk Astoria: Martyce Kimbrough 29, Marcin Nowakowski 7, Michał Chyliński 6, Mikołaj Kachelski 5, Adam Kemp 5 (14 zb.) - Jakub Andrzejewski 13, Bartosz Ptak 6, Mikołaj Jamiołkowski 4, Krzysztof Borkowski 3.


