To już standard w trwającej rundzie rewanżowej, że zaczynamy mecz bardzo niemrawo i ospale, ale po zmianie stron bierzemy się do pracy i albo po prostu wrzucamy wyższy bieg, albo odwracamy losy starcia. W sobotni wieczór spełnił się ten drugi scenariusz.
W pierwszej połowie to Enea Basket Poznań był drużyną lepszą, grającą z pomysłem i wybijającą nas z rytmu. Totalnie zmieniło się to jednak po zmianie stron, dzięki czemu wygraliśmy ostatecznie 88:67.
Powiedzieć, że w pierwszej połowie nie byliśmy sobą, to jak nic nie powiedzieć. Brak dynamiki, błędy w komunikacji, dziury w obronie i słaba skuteczność. To wszystko przełożyło się na to, że w zasadzie cała pierwsza i druga kwarta toczyły się pod dyktando gości z Wielkopolski. To, co u nas funkcjonowało, to rzuty trzypunktowe, które w zasadzie trzymały nas w grze. Bo jeśli popatrzeć na naszą skuteczność bliżej kosza, to ta była już bardzo mizerna.
Do przerwy trafiliśmy zaledwie pięć z trzynastu rzutów za dwa punkty, podczas gdy za trzy mieliśmy skuteczność wynoszącą 40 procent (6/15). Rywale bardzo umiejętnie zacieśniali pole trzech sekund, na co jakby za bardzo nie mieliśmy pomysłu. Na linii także nie wyglądało to za dobrze. Osiem spudłowanych prób na piętnaście szans to również osiągnięcie, którym totalnie nie ma co się szczycić.
W naszych szeregach szczególną ochotę do odrabiania strat i zbliżania się do rywali wykazywał się ponownie Karol Kamiński. Reszta była jakby uśpiona, co najmocniej rzucało się w oczy w przypadku Adama Kempa i Karola Gruszeckiego. Po drugiej stronie z kolei znów (bo w pierwszej rundzie też tak było) Bartosz Mońko był tym, który dał nam się we znaki. Trener Edmunds Valeiko od początku desygnował zresztą do gry ciekawą piątkę, zostawiając na ławce rezerwowych Jamesa Washingtona i Andrzeja Krajewskiego.
Efekt tego był jednak taki, że rywale bardzo szybko osiągnęli kilkupunktowe prowadzenie, którego nie oddali do samego końca pierwszej połowy, po której na tablicy wyników było 35:42. I w drugiej połowie mozolnie zaczęliśmy straty odrabiać. Gdy z narożnika za trzy punkty trafił Karol Gruszecki, było 44:46. Po chwili piłkę pod samym koszem miał Adam Kemp, ale nie doprowadził do wyrównania, a już po chwili za trzy odpowiedział nam Kacper Mąkowski i znów traciliśmy do rywali dwa posiadania.
„Grucha” poczuł jednak moc na dystansie i po chwili znów zaaplikował Poznaniakom dystansowe trafienie. Ostatecznie do wyrównania doprowadziliśmy na dwie minuty i czterdzieści pięć sekund przed końcem trzeciej odsłony, gdy nerwy na linii rzutów wolnych na wodzy utrzymał Patryk Kędel, trafiając dwukrotnie. Szans na objęcie prowadzenia w meczu jednak nie potrafiliśmy wykorzystać, bo po dwóch dobrych akcjach w defensywie, popełniliśmy dwa kolejne przewinienia w ataku...
Ostatecznie przewagę zapewnił nam trafieniem z dalekiego półdystansu Martyce Kimbrough. Zdołał mu jeszcze na to odpowiedzieć wejściem pod kosz James Washington, ale wynik na 56:53 po trzydziestu minutach ustaliła trójka Kuby Andrzejewskiego. I zaledwie minuty i dwudziestu sekund ostatniej części potrzebował trener Edmunds Valeiko, by poprosić o timeout, bo po kontrze i punktach Kuby oraz celnej trójce Karola Gruszeckiego zrobiło się już 61:53.
Cały czas to my szliśmy jednak za ciosem i gdy „Grucha” ponownie przymierzył z dystansu, osiągnęliśmy pierwsze w spotkaniu dwucyfrowe prowadzenie (66:55). Po chwili jeszcze raz Karol wystąpił w roli głównej, zdobywając dwa „oczka”, a gdy kontrę sfinalizował Karol Kamiński, było już 70:56 i zrezygnowany Edmunds Valeiko ponownie poprosił o przerwę na żądanie. Do końca nic się już nie zmieniło, bo wypracowana przewaga pozwalała nam w pełni kontrolować mecz.
„Grucha” jeszcze raz trafił za trzy, Karol Kamiński robił swoje, a po akcji 2+1 Kuby Andrzejewskiego zrobiło się już +20 – 84:64. W ścisłej końcówce Grzegorz Skiba dał jeszcze szansę Bartoszowi Ptakowi, Mikołajowi Kachelskiemu oraz Krzysztofowi Borkowskiemu, którzy dokończyli ten mecz obok Patryka Kędla i Jakuba Andrzejewskiego. Finalnie wygraliśmy to spotkanie 88:67, co oznacza, że drugą połowę zwyciężyliśmy aż 53:25.
Jesteśmy więc już niebywale bliscy tego, by wygrać rundę zasadniczą. Stało się tak dzięki wygranej Miners Katowice w Łodzi. Technicznie jeszcze tylko ŁKS Coolpack może pozbawić nas pierwszej lokaty, bo mamy z nim słabszy bezpośredni bilans. Do końca pozostało nam pięć spotkań, a Łodzianie mają o pięć porażek więcej na swoim koncie od nas. Oznacza to więc, że już w środę w Łańcucie możemy więc zapewnić sobie wygranie fazy zasadniczej w sezonie 2025/26.
Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Enea Basket Poznań 88:67 (13:22, 22:20, 21:11, 32:14)
Enea Abramczyk Astoria: Karol Gruszecki 22, Karol Kamiński 13, Marcin Nowakowski 11, Martyce Kimbrough 10, Adam Kemp 6 - Jakub Andrzejewski 11, Patryk Kędel 10, Michał Chyliński 5, Krzysztof Borkowski 0, Mikołaj Kachelski 0, Bartosz Ptak 0.
Enea Basket: Patryk Stankowski 11, Konrad Rosiński 10, Jan Nowicki 7, Mikołaj Stopierzyński 7, Jonasz Kluj 2 - Andrzej Krajewski 9, James Washington 9, Kacper Mąkowski 6, Bartosz Mońko 6, Igor Krajewski 0.


