Pierwsza połowa niedzielnego spotkania z Weegree AZS Politechniką Opolską była momentami dramatyczna w naszym wykonaniu. Pudła spod samego kosza, wiele nieporozumień i błędów własnych spowodowało, że do przerwy traciliśmy do rywali 13 punktów.
Trzecia kwarta to był jednak nasz popis, dzięki czemu w ostatniej odsłonie mogliśmy mecz już kontrolować, zwłaszcza od połowy tej kwarty. Ostatecznie triumfowaliśmy 89:80.
Pierwsza kwarta była dla nas bardzo trudną przeprawą. I trochę sami zgotowaliśmy sobie taki los, podejmując niekiedy po prostu bardzo złe decyzje w ofensywie. Efekt tego był taki, że w trakcie pierwszych dziesięciu minut uzbieraliśmy tylko 14 „oczek”, trafiając w tym czasie jedynie sześć z siedemnastu prób z gry. Dokładając do tego cztery straty i dobrą skuteczność rywali, na tablicy było 14:22. Jedynie Adam Kemp i Martyce Kimbrough byli w stanie w tym czasie regularniej zagrażać gościom, których w ataku prowadził Jordan Forbes.
Lider rywali udanie rozpoczął także drugą odsłonę meczu, przeprowadzając akcję 2+1. Naszą grę rozruszał za to nieco Karol Gruszecki, ale nie mogliśmy jednak w żaden sposób zastopować Forbesa, który wbijał się pod nasz kosz i raz po raz był w stanie punktować nawet w niełatwych sytuacjach. Tak naprawdę dopiero na 6,5 minuty przed końcem pierwszej połowy zmusiliśmy go do większego błędu, kiedy zbyt długo przeprowadzał akcję swojej drużyny i skończył się czas akcji.
Forbes w dalszym ciągu był jednak bardzo regularny, a nasze różne próby wybicia go z rytmu nie przynosiły rezultatu, więc przy wyniku 25:36 Grzegorz Skiba poprosił o przerwę na żądanie. I może nie od razu, ale coś drgnęło w naszej grze. Nieco urozmaiciliśmy swój atak, a że poszło to w parze z delikatnym zacięciem się w tej kwestii przyjezdnych, to przy wyniku 32:38 to z kolei Michał Rutkowski zmuszony był poprosić o timeout.
I gdy już wydawało się, że powoli mamy rywala na wyciągnięcie ręki, znów zaczęły się błędy i nieporozumienia w naszej ekipie, co skutkowało tym, że Weegree AZS Politechnika ponownie odskoczyła nam na 11 punktów. Ostatecznie jednak po pierwszej połowie wyglądało to dla nas jeszcze słabiej, gdyż po kolejnej udanej akcji Forbesa - i to tuż na zakończenie drugiej kwarty - na tablicy zaświecił się rezultat 35:48, przy którym obie ekipy udawały się do szatni.
Po powrocie do gry wszystko zaczęło się dla nas układać dużo lepiej. Bardzo poprawiliśmy egzekucję i to po obu stronach parkietu. A kiedy Karol Gruszecki wepchnął rywala pod kosz i zdobył tym samym dwa punkty, na tablicy było już tylko 48:52. I ten stan, a więc czteropunktowe prowadzenie gości utrzymywał się przez dłuższy czas. My nie potrafiliśmy rywali dopaść, ci z kolei nam odskoczyć.
Na 4,5 minuty przed końcem trzeciej odsłony punkty spod kosza zdobył Patryk Kędel. Na prowadzenie 57:56 wyprowadził nas z kolei w następnej akcji Karol Kamiński, który trafił za trzy z narożnika. Przyjezdni w kolejnych akcjach nie potrafili nam zagrozić, za to my graliśmy konsekwentnie i skutecznie, dzięki czemu - na dwie minuty przed końcem tej kwarty - było już 61:56 i swój kolejny czas musiał wykorzystać Michał Rutkowski.
Oczywiście nie bez znaczenia była też obrona. Bo choć oczywiście w trzeciej odsłonie znakomicie funkcjonowała nasza ofensywa, to jednak po bronionej stronie parkietu także wiele się zmieniło. Przede wszystkim w opiece nad Jordanem Forbesem, który po powrocie z szatni nie był już tak skuteczny, co w głównej mierze wynikało z naszej obrony na nim i częstych podwojeń, co sprawiło, że nie miał on już takiej swobody w przedostawaniu się w okolice naszego kosza.
Finalnie przed ostatnią ćwiartką mieliśmy siedem „oczek” zapasu, bo wynik w tej części ustalił trafieniem za dwa Martyce Kimbrough. Dzięki temu w ostatniej kwarcie mogliśmy już wynik kontrolować, co rzeczywiście miało miejsce. Był wprawdzie fragment, w którym rywale zbliżyli się do nas na trzy punkty, ale Patryk Kędel, Martyce Kimbroug oraz Marcin Nowakowski - swoimi dwiema trójkami - zadbali o to, by nic złego w tym meczu już nam się nie przytrafiło.
Ostatecznie w samej końcówce trener Grzegorz Skiba dał jeszcze pograć dalekim rezerwowym, a spotkanie zakończyło się wynikiem 89:80. Najwięcej punktów zdobył dla nas Karol Kamiński, autor 23 „oczek”, a dwadzieścia dołożył z kolei bardzo skuteczny po przerwie Tyce Kimbrough. Ale rzecz jasna nie tylko ten duet dołożył do wyniku swoja dużą cegiełkę, bowiem w drugiej połowie po prostu nie mieliśmy już słabych punktów, co przede wszystkim pokazała rewelacyjna w naszym wykonaniu trzecia odsłona.
Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Weegree AZS Politechnika Opolska 89:80 (14:22, 21:26, 32:12, 22:20)
Enea Abramczyk Astoria: Karol Kamiński 23, Martyce Kimbrough 20, Marcin Nowakowski 16, Patryk Kędel 10, Adam Kemp 6 - Karol Gruszecki 12, Mikołaj Kachelski 2, Krzysztof Borkowski 0, Michał Chyliński 0, Filip Dereszyński 0.
Weegree AZS Politechnika: Jordan Forbes 20 (10 zb.), Dominik Rutkowski 11, Jakub Kobel 10, Kamil Białachowski 6, Łukasz Kłaczek 4 - Piotr Niedźwiedzki 16, Michał Szarbatke 6, Łukasz Kupczyński 5, Jakub Wójcicki 2, Borys Baran 0, Konrad Zychowicz 0.


