W najbliższą sobotę dojdzie do hitowo zapowiadającego się spotkania, w którym zmierzymy się w Łodzi z tamtejszym ŁKS-em Coolpack. W pierwszym starciu obu drużyn rywale byli lepsi, ogrywając nas w Grupa Moderator Arenie 85:74.
W Łodzi powalczymy więc o pełną pulę - nie tylko zwycięstwo, ale i odrobienie strat z Bydgoszczy
Wiadomo jednak, że o wygraną łatwo nie będzie. Swoimi ruchami transferowymi, dokonanymi już po meczu z nami, ŁKS urósł w oczach wielu do miana głównego pretendenta do awansu. Jednocześnie w oczach innej grupy jest zupełnie odwrotnie, natomiast to oczywiste, że ile ludzi, tyle opinii. Faktem jest jednak to, że łodzianie sięgnęli po graczy z przeszłością ekstraklasową, a w przypadku Marcela Ponitki i Chaunceya Collinsa można nawet napisać, że bogatą europejską.
Drugi z wymienionych po raz pierwszy w Polsce pojawił się w sezonie 2017/18, kiedy to zagrał w warszawskiej Legii trzynaście spotkań, dołączając do stołecznego klubu w styczniu tamtych rozgrywek. Co ciekawe, spotkał się wówczas w Warszawie z Tane Spasevem, który stosunkowo niedawno został ogłoszony nowym trenerem ŁKS-u, zastępując na tym stanowisku Roberta Skibniewskiego. Ponadto Collins grał w zespole z naszym wychowankiem, Piotrem Robakiem, a podkoszowymi Legii byli wtedy także Patryk Kędel i Tomasz Andrzejewski, a więc tata reprezentującego obecnie nasze barwy Kuby.
Można więc zauważyć całkiem sporo korelacji pomiędzy Collinsem a naszą drużyną, choć rzecz jasna nie wprost. Na razie jednak 31-latek - delikatnie rzecz ujmując - nie szaleje. Po przygodzie w Warszawie, występował on głównie na Litwie, ale także we Francji, w Finlandii, na Węgrzech oraz w Turcji, choć tam na drugim poziomie rozgrywkowym, skąd po kilku meczach tego sezonu sprowadzono go do Łodzi. Wydawało się, że będzie to strzał w dziesiątkę, jednak trudno powiedzieć, by statystyki na poziomie niecałych 11 punktów (tylko 33 procent z gry) i 2,5 asysty powalały na kolana.
Zupełnie inaczej jest w przypadku Marcela Ponitki. On wszedł praktycznie z buta do zespołu, od razu zostając jego zdecydowanym liderem. W ekstraklasie grał już jako nastolatek, później zwiedził jeszcze wiele krajowych klubów, występował za granicą, grał w - swego czasu - bardzo silnej lidze VTB. Wraz z Aleksandrem Lewandowskim stanowi on obecnie o sile ŁKS-u, który początkowo po jego przyjściu kroczył od wygranej do wygranej. W ostatnich tygodniach tak różowo już jednak nie jest.
W ostatnich siedmiu meczach łodzianie ponieśli trzy porażki. To sporo jak na ekipę, która ma się bić o awans. Wiadomo, że właściwa forma ma nadejść na najważniejszą część sezonu, jednak takie występy, jak przeciwko Polonii Leszno czy też Noteci Inowrocław tak silnemu kadrowo zespołowi raczej przytrafiać się nie powinny. Bo oczywiście sprowadzenie Ponitki i Collinsa to nie był koniec zmian w klubie ze środka Polski.
Poza nimi zdecydowano się również na sprowadzenie do Łodzi jeszcze Wiktora Sewioła, Dominika Grudzińskiego i Jaquana Carlosa, którego przyjście niejako wyparło ze składu Oleksandra Antypova. Ukraiński podkoszowy poszedł w odstawkę, gdyż po zamknięciu okienka transferowego nie jest możliwe posiadanie w zespole nadmiaru obcokrajowców i do końca sezonu grać może tylko dwóch koszykarzy bez polskiego paszportu. Wybór trenera Spaseva padł na duet Collins-Carlos.
Cały czas pod dużym znakiem zapytania stoi natomiast przyszłość Macieja Lampe. To miała być prawdziwa bomba, ale na razie jeszcze nie jest w stu procentach pewnym, czy i kiedy były reprezentant Polski z bogatą karierą na całym świecie w końcu zadebiutuje na zapleczu Orlen Basket Ligi. I bez niego ŁKS już jest silny, o czym najlepiej niech świadczy fakt, że przeciwko nam może zagrać tak naprawdę całkowicie nowa piątka (względem pierwszego spotkania obu ekip - Carlos, Collins, Ponitka, Sewioł, Grudziński).
Dla porównania my nie dokonaliśmy w tym czasie żadnej roszady w składzie, będąc ostatecznie w tym względzie jedyną - obok WKK Wrocław - drużyną w całej pierwszoligowej stawce. Doliczyć można by do tego jeszcze Polonię Warszawa, w której nie było wzmocnień, a jedynie odejścia - chociażby właśnie Wiktora Sewioła, który zamienił stolicę na Łódź. Obie drużyny podeszły więc całkowicie różnie do tegorocznych rozgrywek. ŁKS miał już na starcie wysokie aspiracje, mowa była o Top4, jednak teraz jest zupełnie inaczej i w stolicy województwa łódzkiego liczy się tylko awans.
Głębia składu jest po stronie ŁKS-u w odniesieniu chyba do każdej drużyny w lidze, w tym i do nas, choć rzecz jasna to nie zawsze musi pomagać, bo nadmiar klasowych graczy może powodować mniejszą rolę dla tych, którzy swojego czasu mieli większy wpływ na wynik. W Łodzi da się to zaobserwować przede wszystkim w malejących minutach Marcina Tomaszewskiego, Jakuba Motylewskiego czy Norberta Kulona. Skoro bowiem ŁKS wzmocnił się na każdej pozycji, to wszędzie jest teraz mniej okazji do grania.
Szeroka rotacja zabezpiecza też jednak na wypadek ewentualnych urazów, co jak najbardziej jest korzystne z punktu widzenia sztabu szkoleniowego. Sam nasz mecz w Łodzi zapowiada się więc niezwykle ekscytująco. Wiemy, że faworytem nie jesteśmy, ale mamy rachunki do wyrównania za pierwszą rundę, gdy ponieśliśmy jak na razie jedną z dwóch domowych porażek. Chcemy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by udowodnić, że nieprzypadkowo znajdujemy się obecnie na 1. miejscu w ligowej tabeli!
Początek sobotniego starcia zaplanowano na godzinę 18:00. Oczywiście liczymy na głośny i gorący doping naszych kibiców, którzy wybierają się na to spotkanie. Z kolei tych, których w Łodzi zabraknie, zachęcamy do tego, by wspólnie śledzić nasze zmagania w Younger Barze, gdzie dostępna będzie transmisja zapewniana przez serwis Emocje.TV: https://nowe.emocje.tv/ppv/lks-coolpack-lodz---enea-abramczyk-astoria-bydgoszcz,356740.


