Patrząc na to, że w pierwszej połowie piątkowego spotkania w hali Koło mieliśmy je pod absolutną kontrolą, ostatecznie można być nieco zawiedzionym, że nie udało nam się odnieść bardziej przekonującej wygranej. Mimo wszystko zwycięzców się nie sądzi, a to właśnie my schodziliśmy z parkietu jako triumfatorzy.
Dzięki dobrej grze duetu Kemp-Gruszecki, który w końcówce otrzymał wsparcie od Marcina Nowakowskiego, wygraliśmy z KKS Polonią Warszawa 88:80.
Finalne statystyki tego starcia mówią wyraźnie - byliśmy zespołem zdecydowanie lepszym od przeciwnika (zbiórki, asysty i skuteczność z gry - to wszystko było po naszej stronie), którego jednak dwóch liderów trzymało na powierzchni. Mowa rzecz jasna o Shiloh Robinsonie oraz Jalenie Sullingerze. Rozgrywający swoimi odważnymi wejściami w strefę podkoszową czynił nam sporo krzywdy, natomiast Robinson po raz kolejny udowodnił, że należy do ścisłej czołówki najlepiej rzucających za trzy koszykarzy w lidze.
Jeśli natomiast chodzi o silnych skrzydłowych, prawdopodobnie nie ma obecnie lepszego od niego w tym elemencie koszykarskiego rzemiosła na zapleczu ekstraklasy. I amerykański gracz udowodnił to zwłaszcza po zmianie stron, gdy w trzeciej kwarcie aż cztery razy trafiał sprzed nosa naszych obrońców. Jego celne rzuty pozwalały „Czarnym koszulom” delikatnie zbliżać się do nas, jednak przewaga osiemnastu punktów po pierwszej połowie nie była oczywiście prosta do zniwelowania.
Mimo to gospodarze nie rezygnowali i pomimo bardzo okrojonej rotacji (zaledwie trzech rezerwowych weszło przeciwko nam do gry), wynik gonili. Ostatecznie nie można rzecz jasna powiedzieć, by rywal miał nas w garści, ale jednak w trzeciej kwarcie miejscowi od stanu -20 byli w stanie doprowadzić do zaledwie -6, a to już spore osiągnięcie. Mamy jednak po swojej stronie tyle jakości i doświadczenia, że - gdy jesteśmy w pełnym składzie - trudno nas pokonać.
I tak też było w piątek. Przez całe spotkanie na bardzo równym poziomie grał Adam Kemp. W pierwszej rundzie często bywało tak, że przeplatał mecze bardzo dobre ze słabszymi. W tym roku kalendarzowym jego gra wygląda jednak jak na razie naprawdę niesamowicie, bowiem w trzech ostatnich meczach pomylił się tylko raz z gry (18/19) i stanowi jednocześnie naprawdę solidne zabezpieczenie naszej strefy podkoszowej. Zbiegło się to także ze zwyżką formy Karola Gruszeckiego, który złapał niesamowitą pewność w rzutach z dystansu.
„Grucha”, podobnie jak tydzień temu przeciwko Novimex Polonii 1912 Leszno, tak i w Warszawie miał bardzo gorącą rękę, trafiając cztery razy zza łuku na sześć prób. Nieźle dysponowany w stolicy był także Michał Chyliński, po którego trafieniu dystansowym prowadziliśmy w czwartej odsłonie już 79:61. Nie udało nam się jednak przypieczętować wygranej w sposób zdecydowany, bo od tego momentu zdobyliśmy dziewięć „oczek”, podczas gdy rywale aż 19.
Wypracowana wcześniej przewaga oczywiście sprawiła, że dowieźliśmy do samego końca korzystny dla siebie rezultat. Po serii 10-0 dla Polonii zrobiło się 71:79, ale wtedy sprawy w swoje ręce wziął Marcin Nowakowski i uspokoił nieco sytuację. Ale i to nie był koniec emocji, bo po akcji Maksymiliana Dudy było tylko 76:83. Mecz zamknęły jednak udane akcje Karola Gruszeckiego i nieskutecznego tego dnia Tyce'a Kimbrough (4/14 z gry), który na sam koniec trafił jednak za trzy i przypieczętował tym samym naszą wygraną.
KKS Polonia Warszawa – Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 80:88 (16:24, 12:22, 26:20, 26:22)
KKS Polonia: Shiloh Robinson 24, Jalen Sullinger 23, Jan Malesa 11, Maksymilian Duda 10, Filip Poradzki 4 - Jakub Osiński 5, Jakub Zalewski 3, Patryk Pułkotycki 0.
Enea Abramczyk Astoria: Adam Kemp 18, Martyce Kimbrough 10, Karol Kamiński 6, Wojciech Dzierżak 5, Patryk Kędel 5 - Karol Gruszecki 18, Michał Chyliński 10, Jakub Andrzejewski 7, Marcin Nowakowski 7, Mikołaj Jamiołkowski 2.


