To było dla nas niezwykle trudne spotkanie, ale ostatecznie zakończone w pełni szczęśliwie. Decydująca okazała się ostatnia odsłona, którą wygraliśmy 34:25, a to pozwoliło nam z kolei triumfować w całym starciu 107:101. Świetnie prezentował się Karol Gruszecki, który zdobył aż 28 punktów.
W kluczowych momentach w punktowanie włączył się też nieobecny w pierwszej połowie Martyce Kimbrough, co było bezcenne w kontekście końcowego rezultatu. Inne wyniki 18. kolejki potoczyły się w taki sposób, że wracamy na fotel lidera!
Niedzielne spotkanie doskonale dla rywali otworzył Daniel Soroka, który trafił trójkę oraz zdobył dwa punkty z kontry. My rozpoczęliśmy dla odmiany dość niemrawo. Wprawdzie to my zaczęliśmy to starcie od prowadzenia, jednak dało się zaobserwować bardzo dużo niedokładności po naszej stronie. Karol Kamiński był tym graczem, który trochę rozruszał nasz atak, dzięki czemu zrobiło się po osiem, ale od razu trójkę zaaplikował nam Patryk Wilk.
Od tego momentu mecz był bardzo wyrównany. Mieliśmy wiele szans na to, by objąć prowadzenie, a nawet oderwać się od przeciwników, ale to oni pierwsi osiągnęli nieco wyższe prowadzenie - gdy swoje dobre pozycje do rzutu zaczął znajdować dla siebie lider Polonii, Wendell Mitchell. Po trójce Kuby Andrzejewskiego było jedynie 19:20, a gdy po chwili to samo uczynił Michał Chyliński, wyszliśmy na dwupunktowe prowadzenie. Ostatecznie jednak po dziesięciu minutach był remis.
W drugiej kwarcie w ataku trochę - tak można stwierdzić - ratował nas Karol Gruszecki. Nasz skrzydłowy brał ciężar gry na siebie w tych momentach, gdy jako zespół najbardziej tego potrzebowaliśmy. Bo Polonia cały czas grała z dużym pomysłem i zaangażowaniem, w czym górował zwłaszcza Aleks Najder. Okazał się on być swoistym jokerem w talii trenera Maciej Dudzika. Średnio zdobywa on co mecz niecały punkt, zaś przeciwko nam w samej tylko pierwszej połowie uzbierał jedenaście „oczek”.
Gra z pomysłem przyjezdnych dała im kilkupunktowe prowadzenie, na które wróciliśmy, gdy odważną akcję 2+1 przeciwko Patrykowi Wilkowi w kontrze zagrał Martyce Kimbrough, który do tego momentu miał zerowy dorobek punktowy. Nasza radość długo jednak nie potrwała, bo za trzy trafił Mitchell, na co od razu odpowiedział z kolei „Grucha”. Mimo to nie byliśmy w stanie utrzymać swojego prowadzenia. To rywale schodzili do szatni w lepszych nastrojach, bo prowadząc 54:50.
Trzecią kwartę od dwóch wsadów zaczął jednak Patryk Kędel, co pozwoliło nam w bardzo krótkim czasie odrobić wszystkie straty. Mimo to walka kosz za kosz trwała praktycznie cały czas. W połowie trzeciej kwarty było po 60 i rywale postawili na strefę. To sprawiło, że mieliśmy spory kłopot ze zorganizowaniem swojej ofensywy w następnej akcji i finalnie ta zakończyła się stratą. Ale na posterunku stali Karol Gruszecki z Michałem Chylińskim.
To oni zrobili wtedy dla nas dobrą robotę w ataku, jednak Karol Kankowski i Szymon Ryżek znów dali prowadzenie Leszczynianom. Rywale utrzymali je do końca trzeciej odsłony, choć cały czas z obu stron trwała swoista wymiana wyprowadzanych ciosów. Przede wszystkim na straży swoich zespołów stali w tym względzie Karol Gruszecki (24 punkty po trzydziestu minutach) i Wendell Mitchell, autor aż 30 „oczek” w trzy kwarty.
Ostatnią ćwiartkę rozpoczęliśmy mocno. Za trzy trafił Tyce, dwa „oczka” po dobrej zasłonie od Adama Kempa zdobył Marcin Nowakowski i prowadziliśmy 78:77. Ale Polonia tego dnia była niezłomna. I bohaterów w kolejnych akcjach miała znów jakby nieoczywistych, bo w rolach głównych występowali Aleks Najder czy Daniel Soroka. Gdy z kolei piłkę wybił naszym zawodnikom Mitchell i popędził w kontrze na nasz kosz, o czas musiał poprosić Grzegorz Skiba, bo było wtedy 86:89.
W kolejnych akcjach mecz jednak coraz mocniej zaczynał nam się wymykać, bowiem lider Polonii znów trafił bardzo ważną trójkę. Szybko tym samym odpowiedział Tyce, ale rywale cały czas utrzymywali delikatne prowadzenie. Druga część czwartej kwarty była istnym szaleńtwem. Gdy znów wydawało się, że jesteśmy w olbrzymich tarapatach, od stanu 92:97 wróciliśmy do stanu remisowego. Później było jeszcze 97:99, ale dwa celne wolne Karola Gruszeckiego znów dały nam remis.
Gdy z kolei zabraliśmy piłkę rywalom, świetnie kontrę 2 na 1 sfinalizowali Kuba Andrzejewski z Karolem Kamińskim, co punktami zakończył drugi z wymienionych. Wtedy to my mieliśmy lekką przewagę i o czas poprosił wówczas trener Leszczynian, Maciej Dudzik. Ścisłą końcówkę wytrzymaliśmy dużo lepiej od rywali i na nieco ponad minutę przed końcem prowadziliśmy 106:101. Rywale zaczęli popełniać coraz więcej błędów, a my dla odmiany utrzymaliśmy się w grze bez większych przestojów i w miarę spokojnie dotrwaliśmy do samego końca.
Nie da się jednak ukryć, że był to mecz, którego ładunkiem emocji dałoby się na spokojnie obdzielić kilka innych meczów. Przyjezdni udowodnili w niedzielny wieczór, że ich niedawne zwycięstwa z PGE Spójnią czy też ŁKS-em Coolpack Łódź nie były absolutnie żadnym przypadkiem, bo obecnie jakości Polonia ma po prostu mnóstwo i w Grupa Moderator Arena naprawdę bliska była tego, by sprawić niespodznankę po niezwykle emocjonującym widowisku.
Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Novimex Polonia 1912 Leszno 107:101 (22:22, 28:32, 23:22, 34:25)
Enea Abramczyk Astoria: Martyce Kimbrough 16, Adam Kemp 14 (11 zb.), Karol Kamiński 12, Patryk Kędel 8, Wojciech Dzierżak 4 - Karol Gruszecki 28, Jakub Andrzejewski 10, Michał Chyliński 9, Mikołaj Jamiołkowski 4, Marcin Nowakowski 2.
Novimex Polonia 1912: Wendell Mitchell 35, Szymon Ryżek 12, Patryk Wilk 10, Daniel Soroka 8, Maciej Żmudzki 2 - Aleks Najder 13, Karol Kankowski 12, Hubert Pabian 7, Kamil Zywert 2.


