Niezwykle trudne warunki w meczu 9. kolejki Bank Pekao S.A. I ligi postawiła nam w opolskiej Stegu Arenie Weegree AZS Politechnika. Zespół trenera Michała Rutkowskiego zagrał naprawdę dobre spotkanie, jednak dwa punkty wracają z nami do Bydgoszczy.

Game winnerem popisał się Martyce Kimbrough, który trafił równo z końcową syreną z okolic ósmego metra! 

Pierwsza połowa, a zwłaszcza kwarta otwarcia, nie były dobre w naszym wykonaniu. Wiele niewymuszonych błędów, proste straty i zbytnia nonszalancja spowodowały, że po dziesięciu minutach przegrywaliśmy minimalnie, bo 17:18. Ale przyznać trzeba, że przewaga miejscowych powinna być wyższa, gdyż opolanie spudłowali kilka otwartych rzutów za trzy punkty, które oddawane były po naszych wyraźnych błędach w defensywie.

Naszą grę po wejściu na parkiet starał się rozruszać Karol Gruszecki, ale w początkowych fragmentach on sam miał problemy z odnalezieniem dobrego rytmu. Mimo wszystko w drugiej ćwiartce wyglądaliśmy już jak dużo lepiej zorganizowana ekipa. Więcej składnych akcji i lepsza obrona pozwoliły nam osiągnąć sześciopunktowe prowadzenie. To za sprawą Karola Kamińskiego i Karola Gruszeckiego, którzy pod koniec pierwszej połowy przymierzyli zza łuku.

Należy jednocześnie podkreślić, że akurat próby dystansowe były naszą mocną bronią przez cały mecz. Trzynaście celnych prób na 25 oddanych pokazuje wyraźnie, że był to po prostu nasz dzień w tym elemencie. Kosze w Stegu Arenie bardzo przyjaźnie przyjmowały oddawane przez nas rzuty dystansowe. Innym aspektem, który pomógł nam w odniesieniu wygranej, był brak u rywali Piotra Niedźwiedzkiego. Jednocześnie liderem z krwi i kości był Cameron Jones. 

Wydaje się, że od początku sezonu można było od niego wymagać zdecydowanie więcej. Bardzo dobry występ w 1. kolejce, ale później tak kolorowo już nie było. Aż do meczu z nami, kiedy to Amerykanin uzbierał na swoim koncie aż 32 punkty i pokazał, że drużyna może na nim polegać. Zrobił absolutnie wszystko, co było w jego mocy, by w sobotni wieczór kibice Weegree AZS Politechniki opuszczali Stegu Arenę w dobrych nastrojach. My mieliśmy jednak zupełnie inny plan.

Tym bardziej, że w pierwszej połowie trzeciej kwarty totalnie przejęliśmy kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Za trzy w tym fragmencie trafiali Gruszecki, Kimbrough i Kamiński, a po dwóch punktach Adama Kempa nasze prowadzenie wzrosło do już trzynastu punktów. Później było jeszcze 46:60, więc niebywałe wręcz wydaje się to, jak bardzo w kolejnych akcjach straciliśmy koncentrację i daliśmy gospodarzom wrócić do gry. A wszystko rozpoczęło się od Camerona Jonesa i Dominika Rutkowskiego.

Duet ten pokazał, że w pełni zdrowia może jak najbardziej stanowić o sile Weegree AZS Politechniki, gdyż jeszcze w trzeciej kwarcie Jones i Rutkowski odrobili praktycznie wszystkie straty, na co oczywiście też po części miejscowym pozwoliliśmy, popełniając niepotrzebne błędy i faule - tak niesportowe, jak i techniczne. Efekt tego był taki, że przed ostatnią kwartą mieliśmy jedynie dwa „oczka” zapasu.

Tym samym o wygranym zadecydowała ostatnia kwarta spotkania. Przez większość czasu to gospodarze gonili wynik, ale nie poddawali się do samego końca. Pod koniec wyszli nawet na prowadzenie, gdy z narożnika za trzy przymierzył Jones. W próbie nerwów to jednak my okazaliśmy się lepsi. Kluczowe akcje należały do Jakuba Andrzejewskiego i Martyce'a Kimbrough. Pierwszy zabrał piłkę rywalom i mocnym wsadem dał nam ponowne prowadzenie, a Tyce nie pomylił się w najważniejszym momencie meczu, trafiając - przy remisie - game winnera równo z końcową syreną! 

Weegree AZS Politechnika Opolska – Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 81:84 (18:17, 16:23, 24:20, 23:24)

Weegree AZS Politechnika: Cameron Jones 32 (10 zb.), Jakub Kobel 15, Łukasz Kłaczek 8, Kamil Białachowski 4, Borys Baran 0 - Dominik Rutkowski 15, Jakub Wójcicki 5, Łukasz Kupczyński 2. 

Enea Abramczyk Astoria: Martyce Kimbrough 24, Patryk Kędel 11, Karol Kamiński 8, Adam Kemp 4, Marcin Nowakowski 3 - Karol Gruszecki 14, Jakub Andrzejewski 9, Wojciech Dzierżak 7, Mikołaj Jamiołkowski 4, Bartosz Ptak 0.